statystyka



Dodatki na bloga

zycie/life

wtorek, 21 lipca 2009

Mala przerwa w blogowaniu nastapila, ale ciagle tu jestem. Czas bylo wprowadzic zmiany w zycie o ktorych rozmowy toczyly sie jak w zakletym kole; rozmow bylo wiele i jakos ciagle wszystko wracalo wstecz do punktu wyjscia.

Po cichych dniach nastapil przelom, nastapil okres powszechnego rozwoju osobistego. Po ostatniej dlugiej rozmowie zidentyfikowane zostaly przyczyny pewnych zachowan, ktore prowadzily do powstawania nowych i powtrzania sie starych problemow miedzy nami. Potykalismy sie o niedomowienia, ktorych ilosc narastala ciagle; ze wzgledu na nasze osobowosci, tak podobne pod wzgledem zamykania w sobie roznych mysli i kotlowania ich w glowach az do czasu "wybuchu" i znowu trzeba bylo zbierac kawaleczki i odbudowywac wszystko na nowo.

Na pierwszy ogien poszla "przejrzystosc" i Cheri pokazal mi swoj tajemny blog, ktory powstal gdy ja wyjechalam do rodzicow, tym sposobem, ze tak powiem wpuscil mnie do swojej glowy..

Potem wizerunki jakie prezentowalismy na zewnatrz. W moim przypadku brak motywacji do staran zeby wygladac jak najlepiej to malo powiedziane, w zwiazku z tym nie czulam sie kobieta i spowodowalo to takze ze i on przestal mnie tak postrzegac. Rozwiazaniem byly drobne zakupy i od tamtej pory swiadomie staram sie wygladac swietnie, bo wiem ze mam potencjal i chce go wreszcie wykorzystac. Mam dosc szarych i ponurych mysli ze nie moge wygladac lepiej, i tylko sie skarzyc na siebie... Koniec z tym, sukienki wyszly z szafy i znow czuje sie kobieta a nie rozpaprana nastolatka. Moje pojecie o sobie zmienilo sie znacznie to co o mnie mysle jest nareszcie pozytywne. Dosc!-mowie myslom gdzie wciskalam sie sama w najciemniejszy kat, powtarzajac sobie ze nie jestem tego warta, za nie moge byc swietna w tym czy w tym, wszystko w barwach strasznie niskiej samooceny. Jedyne co chce teraz nosic to bardziej kobiece rzeczy zamiast dzinsow i rozciagnietego swetra. Czuje sie jakbym na nowo znalazla siebie i czuje sie z tym swietnie! dzisiaj w droge na pierwsza lekcje tanca na ktore sie zapisalam tez wyjde czujac sie dobrze we wlasnej skorze, a ze wzgledu na to jakie to zajecia, moja samoocena i swiadomosc mojego ciala przeniesie sie na nowy poziom.

Moja niechec do silowni tez sie zmienila na nowe podejscie, musze sie tylko zmotywowac, ale od dzis, przez nastepne kilka tygodni zapewnilam sobie regularne cwiczenia i juz sie z tego ciesze. Nawet przyzalam sie mamie gdziez to ja sie zapisalam i reakcja byla pozytywna. W Polsce, nawet po polsku brzmi mi to strasznie, ale tutaj to nowa moda, dziewczyny i kobiety jakos nudza sie na silowni, ja wliczona, i w zwiazku z tym z dwoma innymi kolezankami dzisiaj idziemy na lekcje. (nie napisalam jakie, ale to cos ciekawego, w Polsce bardzo tabu, a tu u nas nowa moda, ale jezeli obejrzycie ten klip z youtube to zobaczycie ze nic "brzydkiego".

Poza tym szokiem jest to ze Cheri przekonal mnie do spiewania i teraz trenujemu dwie piosenki w duecie na pianino i gitare (nasze instrumenty), i idzie nam naprawde niezle :) ja sama widze ze zrobilam ogromne postepy :) tak wiec, kolejny przelom.

Do pokonania jest moj sposob mowienia, mowie bardzo szybko, za szybko, bardzi wysoko, prawie piskliwym glosem, szczegolnie jak sie podekscytuje i zauwayzlam ze ludzie mnie nie sluchala, traca zainteresowanie bardzo szybko, rozpraszaja sie  i gdy jakis halas np. przerwie mi w polowie zdania, nikt mnie pyta: "to mowilas, ze.."... Zmienia sie wtedy temat a ja czuje sie jak sh*t. Czego nauczylam sie teraz to ze sposob w jaki mowimy to nie tylko: "juz tak mam". Tempo, ton glosu, wysokosc tonu, rytm i wariacja melodii glosu moze zmienic sposob w jaki odbieraja nas inni. Nowa swiadomosc tego co sie dzieje kiedy ja cos komus opowiadam pomaga mi dokonac kolejnego jeszcze przelomu i pozwoli mi wreszcie zaczac wywierac wrazenie takie jakie ja chce wywrzec na ludziach.

Jest jeszcze tyle do nauczenia sie i ja wiem ze moge i potrafie byc i miec kim i co chce. I co najwazniejsze wykorzystac caly ten potencjal ktory zgnieciony tak sie marnowal.

milego dnia wszystkiem. O, prosze.. nawet sloneczko wyszlo zza chmur deszczowych za oknem :)

Inne postepy to takie, ze wreszcie poszlismy do konsulatu RP i sciagamy moj akt urodzenia, potem bedziemy mogli sciagnac zaswiadczenie o zdolnosci do podjecia malzenstwa, czy jak to sie tam nazywa no i zaczynamy kolekcje papierow do "pacs" czyli zalegalizowanie zwiazku wedle prawa francuskiego, no a potem do slubu :) no i nowy paszport bedziem wyrabiac, taki nowy z odciskami palcow, bo jak sie ma taki to o wize do Kanady sie nie trzeba starac (jezeli wyjazd jest turystyczny i do 30 dni), a ze ja mam jeszcze 5 lat waznosci na moim paszporcie to za kazdy rok daja mi znizke za kazdy rok pozostaly przy wyrabianiu nowego paszportu :) kola w ruch! :)

 

 

 

12:33, kreatywka86 , zycie/life
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 czerwca 2009

College wlasnie ujawnil wyniki i drugi rok mojego degree zaliczony. hurra! a tak sie stresu najadlam :)

14:39, kreatywka86 , zycie/life
Link Dodaj komentarz »

No i wywalczylam ze bede od wrzesnia studiowac o jeden extra przedmiot wiecej, no i na ostatnim roku zostanie mi tylko jeden. Skad ja ten ostatni bede studiowac to juz inna bajka...

Najpierw mialam siedziec na tylku, ze tak powiem, w tej irlandzkiej krainie deszczowcow do konca magisterki, ale Cheri psychicznie ma juz dosc tego kraju i chce sie przeniesc... Potem przyszedl plan na Francje, no to zaczelam i po francuskiemu troche dukac i dalej sie ucze i probuje, ponoc nawet zrobilam duze postepy :)

a wczoraj bum! "a moze by tak Kanada albo Chiny, Singapur?"- "znalazlem oferte pracy"...

oj beczec mi sie chcialo.. dzisiaj rano tez dolek, ale jakos troche przeszedl. Na ta Kanade to jeszcze ale zadnej ezotyki, bo nie dam rady. Naslal mnie na zarzad collegu, zeby moze cos jeszcze wymodzic zeby mi pozwolili wczesniej skonczyc, ale uparcie mowia ze sie nie da..

no i zla jestem ze wczesniej nie wiedzialam ze moglabym zrobic o ten jeden extra przedmiot wiecej w zeszlym roku to by mi ten jeden ostatni w przyszlym kurka nie dyndal... :/ a tak bede, wedlug najnowszej wariacji planu, latac i sobie pomieszkiwac, dwa miesiace w Irl, miesiac w Kanadzie, dwa miesiace w Irl, miesiac w Kanadzie... chulera z reszta wi..

ale nie ma co patrzec wstecz, musi byc dobrze i dla jakiegos (?!?!?!?!) dobrego powodu tak sie wszystko stalo i na pewno na dobre wyjdzie, no bo jak inaczej? hmm?

Jak to powiedzial Cheri wczoraj, "w najgorszym wypadku bedziesz mowic po francusku z kanadyjskim akcentem i jak wrociy do Francji to sie wszyscy beda usmiechac jak bedziesz mowila" o! i masz babo placek! jakby nie dosc ze z moja zdolnoscia do akcentow i tak po angielsku mowie prawie jak Dublinczyk, a to wcale nie jest takie dobre, chociaz juz tak nie zaciagam jak to kiedys bywalo :)

Chyba mnie ta osmio-letnia roznica miedzy nami dogonila i przerosla.. trafil mi sie taki ambitny narzeczony, a ja sie teraz zamartwiam, ze co, ze jak sie w tej Kanadzie rozsiedlimy, to tez tak bede widywac czesto rodzicow, a rodzice wnuki, tak jak w przypadku mojej cioci i kuzynek - co lat szesc, czy osiem?

Wczoraj minelo sobie pol roku od naszych zareczyn... no i tak sobie minelo, poszlismy to parku poczytac i pocwiczyc moja francuzczyzne, a potem poszlismy na kawe.. ech..

 A tak bylo 6 miesiecy temu, ach ten Madagaskar, jaka szkoda ze teraz tam zle sie dzieje.. :( Ale wyspa Nosy Be pozostanie w naszej pamieci taka, jaka uwiecznilismy minuty po moim "tak!" :)

 

 

12:25, kreatywka86 , zycie/life
Link Komentarze (2) »
środa, 20 maja 2009

Jak juz wczesniej wspomnialam w piatek po poludniu pojechalismy do moich rodzicow do Belfastu. W sobote o 11 rano przyszla wyczekana paczka, ale ze juz trzeba sie bylo zebrac i pojechac otworzyc restauranta to zapakowalismy sie w autko i w droge.. Nie dosc ze przyjechalismy pol godziny wczesniej to ledwo weszlismy a juz glodni ludzie za nami wkroczyli i trzeba bylo ich nakarmic :) troche musielismy sie soba zajac z Cheri przy stoliku, zanim reszta rodzinki miala chwile zeby do nas dolaczyc i wreszcie mozna by otworzyc paczke...

Potem to juz tylko "kamera... akcja.." rozprawilam sie z wartwami szarego papieru, potem jeszcze byly dwa pudelka a wsrodku dopiero pudeleczko z drewna wloskiego orzecha.

Cheri wstal od stolu, wyciagnal mnie na srodek restauranta (nic ze jeszcze paru klientow bylo na sali :), padl na kolano i oswiadczyl sie po francusku, ja taka zamotana bylam ze i odpowiedzialam "oui" zamiast "tak" :) A tato ma to wszystko nagrane :) potem to sie splakalysmy wszystkie trzy kobiety ;) przy czym to ze ja sie rozlzawilam to bylo ciekawe bo myslalabym ze skoro zareczyny byly juz w grudniu 2008 na plazy wyspy Nosy Be (Madagaskar), tylko ze wtedy nie bylo pierscionka... 

a tak sie prezentuje:  

 

 

Z tym pierscionkiem to byly historie, najpierw mielismy go kupic w Antananativo (stolica Madagaskaru), potem myslelismy ze moze na lotnisku w Paryzu (przy okazji mniedzyladowania w drodze powrotnej), potem ze moze w Polsce, ze moze we Francji, ze moze u nas w Dublinie a skonczylo sie na zakupie przez internet z firmy Dejoria.

Jestesmy tak zadowoleni jak o nas zadbano jako klientow ze kazdemu (w Anglii, Irlandii i Irlandii Polnocnej) kto sie rozglada za pierscionkiem czy obraczkami to goraco polecam. A nawet jesli tylko zeby znalezc inspiracje na zrobienie pierscionka na zamowienie, albo tylko sobie pomarzyc, to osadzen jest cale mnostwo a i na opcje ogladania danego modelu skladaja sie 3 ujecia zdjeciowe, filmik gdzie trzy wymiary mozna zobaczyc i pierscionek w obrocie o cale 360 stopni i jeszcze powiekszenie. Potem mozna tez wybrac i zobaczyc jak dany pierscionek wyglada w platynie/ bialym zlocie, zoltym zlocie albo tak jak moj zotle zloto+ osadzenie platynowe. Jeszcze jeden wielki plus ze cenowo Dejoria pokonala sprzedawcow z Irlandii, Irlandii Polnocnej, Polski i Francji w kwestii diamentu o takiej samej specyfikacji.

Do pierscionka dolaczony jest takze certyfikat, ze diament jest "conflict free" czyli nie pochodzi z regionu gdzie konflikt wojenny wzmaga sie wokol zloz tych kamieni; a takze certyfikat ze sprecyzowanymi wszystkimi wlasnosciami diamentu (jest ich wiecej niz tylko podstawowe "4C" - waga karatowa, ciecie, kolor i przejzystosc) ocenione przez miedzynarodowo uznawany instyt kamieni szlachetnych. (np. GIA) wszystkie te informacje sa wyjasnione na stronie Dejorii.

Czego to sie czlowiek nie nauczy w zyciu :) 

15:31, kreatywka86 , zycie/life
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 maja 2009

Jutro juz jest piatek i juz na pozny obiad powinnismy dotrzec do moich rodzicow do restauracji. W sobote rano zapuka listonosz i przyniesie paczuszke, hurra! juz nie moge sie doczekac na ta moja blyskotke ktora zagosci na serdecznym palcu mojej lewej reki :) :) :)

Tomorrow is Friday already. For late dinner Cheri and I should already get to my parent's restaurant. On Saturday the postman will knock and deliver a package. hurray! can't wait for the little sparkle that will take honorable place on the fourth finger of my left hand :) :) :)

17:59, kreatywka86 , zycie/life
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 maja 2009

Od prawie 4 lat ukladam rozwijam sie i ukladam sobie zycie na emigracji :) z programu au-pair trafilam do stolicy Irlandii, mialy byc 3 miesiace, potem powrot do Polski studiowac filologie angielska, ale, ale... ostalo mi sie tutaj, czas tak szybko leci... najpierw moja pierwsza praca, potem dyplom z reklamy i marketingu w tutejszym collegu, teraz juz po egzaminach drugiego roku licencjatu biznesowego. Tu poznalam kilku cudnych przyjaciol ze wszad z roznych kultur(Meksyk, Venezuela, Hiszpania, Szkocja, Francja, Niemcy, Zambia..), tu nauczono mnie pierwszych krokow salsy i tak zakochalam sie w tym tancu. W takichze okolicznosciach poznalam mojego mezczyzne, teraz juz razem 2,5 roku, od pieciu miesiecy szczesliwie zareczeni. Plany sa by w przyszlym roku o tej porze juz przeniesc sie do Francji, tam zrobic magistra i ukladac sobie reszte zycia. jeszcze musze nauczyc sie francuskiego, och bedzie z tym zabawy, kto by pomyslal... w szkole uczylam sie angielskiego i niemieckiego, potem zakochalam sie w hiszpanskim, a tu bach! :)

Zawsze lubilam miec hobby, byly ksiazki w zwariowanych ilosciach, potem gra na fortepianie, jazda konna, rower, robotki artystyczne rozne i podluzne. Byly i druty i szkice, wiersze i pisanie prozy, i nawet krotka przygoda z aparatem. Tu trafilo mnie z haftem krzyzykowym i tak sobie haftuje.

Dlaczego ten blog? Blogowalam juz kiedys, ale jakos ten kokietkowy mi przestal odpowiadac, powiedzmy ze z niego wyroslam :) drugi blog z felietonami o flircie (tak, tak bardzo to dojrzale :) ) zamienil sie potem w moje male miejsce do umieszczenia mojej prozy, ale przerwalam i to. Moje 3 rozdzialy siedza sobie grzecznie w folderze pod fotelem i czekaja kiedy dolacza do nich kolejne, takie moje niespelnione jeszcze marzenie i ambicja.

Oprocz podzelenia sie moimi robotkami krzyzykowymi na tym blogu, chce tez postarac sie utrzymac poziom mojej plynnosci naszej pieknej polskiej mowy, bo widze ze po kilku latach czytania ksiazek i ogladania filmow i telewizji w oryginale, jezyk mi sie placze czasem i gubie slowa, jak tak dalej pojdzie to co ja bede w stanie przekazac przyszlemu pokoleniu kiedys w przyszlosci, cos czuje ze jak opatentuje jezyk francuski to juz sie calkiem misz-masz zrobi :)

Tu zatem podpisuje sie pod postanowieniem ze doloze wysilku zeby pisac czysto po polsku, nie mieszac angielskich slowek, i wyszywac, wyszywac i wyszywac.. :) i rozwijac sie w kierunku przyswajania sobie nowych technik zainteresowan.

tu podpisano:

Kreatywka

 

 

20:40, kreatywka86 , zycie/life
Link Komentarze (2) »